Jak znalazłam Grunwald?

Cześć!

Rozpoczynam coś nowego – audycje, podcast, słuchowisko, które będzie opowiadało o moim gospodarstwie.

Pierwszy odcinek poświęcony jest drodze, jaką pokonałam, by znaleźć obecnie prowadzone przeze mnie gospodarstwo. Opowieść nie jest długa, a mam nadzieję, że przyjemna.

Moim i męża marzeniem było mieszkanie na wsi. Oboje mamy korzenie sięgające wychowywania się w wiejskich klimatach. Lubimy przebywać na świeżym powietrzu i było dla nas naturalną rzeczą, że któregoś razu zamieszkamy z dala od miejskiego życia.

Nie planowałam mieszkać pod Grunwaldem. Szukaliśmy domu, działki w okolicach miasta, gdzie jeszcze żyjemy – Ostródy. To, że mamy teraz ponad 2 hektarowe gospodarstwo, to czysty przypadek i podszepty chwili rozradowanego serca. Dlaczego? Ponieważ mieliśmy już upatrzoną nieruchomość, kilka kilometrów od miasta, blisko lasu, w cichej okolicy Starych Jabłonek i lasów taborskich. Jednak los chciał, abym pewnego dnia poszukała w internecie dla rozrywki innych ofert i tak trafiłam pod Grunwald.

Marcowe popołudnie zachęcało do wycieczek i razem z mamą mojego męża oraz małą córką Antoniną pojechałyśmy zobaczyć, co to za stara obora i kawałek ziemi leży w okolicach pól bitwy z 1410 roku. Widok, który nas przywitał, był malowniczy. Zachodzące marcowe słońce, mieniące się pomarańczowym i czerwonym odcieniem. Zaorane pole z rozlewiskami gościło tysiące rozkrzyczanych ptaków. Były to dzikie gęsi oraz żurawie. Aż przystanęłyśmy, żeby poprzyglądać się temu widowisku. Jako ciekawostkę dodam, że na nasze tereny przyjeżdżają osoby, które liczą żurawie, ponieważ jest to jedno z większych kłębowisk tego ptaka w okolicy.

Ptaki krzyczały, a my po chwili mogłyśmy oglądać ceglany budynek z 1892roku, o potężnej kubaturze i solidnych kamiennych fundamentach. Dookoła rozciągały się cudowne widoki na łąki, panowała cisza i spokój. Stwierdziłam, że to jest to miejsce i czekało mnie zadanie: przekonać męża, aby zmienił lokalizację i zechciał przyjechać ze mną w Góry. Tak, tak. To nie pomyłka. Miejscowość, w której mamy swoje gospodarstwo, to Góry Lubiańskie. Kiedyś obiecałam mężowi, że spełnię jego marzenie i będzie mógł zamieszkać w górach. I oto nadarzyła się taka okazja.

Po miesiącu moich rozmów telefonicznych i przekonywań, gdy mąż wrócił z kolejnego wyjazdu, ponieważ był kierowcą zawodowym i pracował za granicą, miałam okazję zawieźć go do tego miejsca. Zbyt wiele nie musiałam mówić, już jak zdążył wysiąść z samochodu to widziałam w jego oczach, że to jest to. Ziemia, kamienie, widoki, przestrzeń. Stwierdziliśmy – kupujemy!

Tak oto staliśmy się właścicielami gospodarstwa, które każdego dnia wymaga od nas dużo pracy i poświęceń. Tworzymy historię tego miejsca od początku.

Zapraszam Was serdecznie do odsłuchania pierwszego odcinka audycji i do subskrybowania kanału, zapisania się na newsletter oraz śledzenia nas na portalach społecznościowych.

Tagged , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *