Jak zostałam rolnikiem i co z tymi dotacjami unijnymi?

Oto czwarty odcinek mojej audycji. Dzisiaj opowiadam o tym, w jaki sposób stałam się rolnikiem i jak to jest z tymi dotacjami unijnymi.

Dzięki temu, że zakupiliśmy z mężem nasze gospodarstwo jeszcze przed zmianą ustawy o obrocie ziemi, mogliśmy nabyć hektary bez żadnych problemów. Obecnie prawo zezwala na zakup nie-rolnikom ziemie do 1ha. Powyżej tej liczny zaczynają się schody.

Ale samo posiadanie ziemi nie determinuje bycia rolnikiem. Należy również opłacać składki KRUS – czyli do Kary Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego należy odprowadzać obowiązkowe składki ubezpieczające osobę posiadającą ziemię rolną, nie pozostającą w stosunku pracy na ZUSie.

Tym, co są tzw. ZUSowcami, często KRUS wydaje się swoistym rajem i wielkim przywilejem. Niestety to dość błędne przeświadczenie. Niższe opłaty nie dają takiej samej poduszki komfortu, jaką zapewnia opłacanie składek ZUS. Mimo iż na ZUSie jesteśmy zmuszeni opłacać ogromne składki, to wiążą się z tym pewne przywileje, których nie mają rolnicy.

Same świadczenie chorobowe jest totalnie inne i wręcz śmieszne dla rolnika, nie wspominając o emeryturze, której wcale się nie skaluje, jak to bywa przy zatrudnieniach na etacie i tym podobnych.

Dopiero od 2016 roku istnieje świadczenie macierzyńskie, którego do tej pory nie było. A przecież rolnik też pracuje i często nie otrzymuje stałej wypłaty, jak to bywa w innych dziedzinach rynku. Jest jeszcze wiele rozbieżności, jak prowadzenie działalności w rolnictwie, papierologia, inne podatki, dodatkowe opłaty, akcyzy itd… Suma sumarum w pewnym momencie duży rolnik i tak trafia do ZUSu.

A co z tymi dotacjami? Dotacje są, owszem i nie ma ich wcale tak mało. Czasem są to ogromne sumy, o które można się starać. Jednak nie jest to dla każdego i często w takich programach nie mogą uczestniczyć mali rolnicy. Czemu? Ponieważ nie jesteśmy w stanie spełnić wielu wymogów, które piętrzą się i piętrzą podczas składania wniosków. Sama zrezygnowałam z podejścia do złożenia kilku wniosków, gdyż ogrom dokumentacji oraz moja nikła znajomość retoryki wypełniania dokumentów mnie przerosła. Kolejne wnioski odpadły już na etapie analizy. Jednak jest to cenna lekcja, która zapewne pomoże mi w przyszłości, jeśli jeszcze będzie jakiś program do pozyskania pieniędzy.

Pozyskane pieniądze z dotacji nie są na zasadzie „macie i róbcie co chcecie”. Nie ma nic za darmo. Nie dość, że trzeba podpisywać umowy, wywiązywać się bardzo dokładnie z biznesplanów, to też trzeba dodatkowo podnosić swoje kwalifikacje oraz rozwijać swoje gospodarstwo, wykazując wzrost ekonomiczny. Niby nic dziwnego, ale jednak różni się to od dotacji, jakie można otrzymać na rozwój pozarolniczej działalności gospodarczej. W firmie nie-rolniczej często należy po prostu wykazać działanie i utrzymanie się pewien okres czasu na rynku, odprowadzać składki i wskazać minimalne wpływy do firmy. W gospodarstwie tak nie jest i nie można rozłożyć rąk i stwierdzić – nie udało mi się. Należy mieć dokładnie sprecyzowany plan działania na 3-5 lat do przodu i trzymać się tego planu, ewentualnie przekroczyć na plus. Nigdy mniej, gdyż wiąże się to ze zwrotem dotacji oraz zapłatą kary.

Dotacje często są w formie rekompensat i dopłat do przeprowadzonego działania rozwoju gospodarstwa. Czyli należy wykazać się posiadaniem majątku, zainwestować pieniądze, a potem czekać, czy Agencja (ARiMR) przyzna pomoc i pokryje część kosztów (maksymalnie do 50% wartości inwestycji… netto!). Rolnik nie może być „golasem”. A pożyczka w banku też nie jest oczywistą oczywistością. Bycie rolnikiem to trochę przywilej, a trochę klątwa.

Więcej opowiadam w mojej audycji. Zapraszam do posłuchania.

Tagged , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *