Jaki mam profil gospodarstwa

W tym odcinku opowiadam, jak wygląda kształtowanie się profilu mojego gospodarstwa.

To nie było takie oczywiste, że będziemy mieli kozy oraz uprawiali pomidory. Wiedziałam, że chcę uprawiać ziemię i bardzo lubię siać oraz sadzić warzywa. Jest to dla mnie bardzo satysfakcjonująca praca.

Wychowałam się na wsi i chciałam wrócić do tego spokoju i trochę innego życia, niż miejskie. Cenię sobie otwarte przestrzenie, świeże powietrze i bliskość natury. Nie sądziłam jednak, że moja droga będzie miała zapach lawendy i smak ekologicznych pomidorów.

Przygodę z warzywami w Górach Lubiańskich zaczęliśmy od tego, że sama doglądałam warzywnika, rozdzielając swój czas między sianie, pielenie, a zajmowanie się dziećmi i karmienie piersią niemowlaka. Jeszcze dwa dni przed porodem sadziłam lawendę do matecznika, a tydzień później byłam na polu i doglądałam, jak powoli rozwija się nowe życie. Tak wyglądał początek na zaoranych 30 arach ziemi. Z czasem zaczęły wychodzić rośliny, w większości chwasty. Wszystko to, co robiłam i robię do tej pory, to z myślą o sobie i rodzinie. Stąd tyle uczucia i zaangażowania w produktach, które powstają spod moich rąk.

Jak to w warzywniku bywa, zasiana była marchew, buraki, wsadzona cebula. Z czasem pojawiły się ogórki i cukinia. Mąż na szybko zbił mi małą folię, w której wysadziłam sadzonki pomidorów. Ponad 200 sadzonek wyhodowałam na parapecie w mieście. Hartowałam roślinki na balkonie i nie mogłam się doczekać, kiedy będzie po 15 maja (Zimna Zośka), bym mogła posadzić pomidory pod folią.

Uprawiałam warzywnik sama, ponieważ mąż jeździł do pracy w delegacje, a wracał raz na miesiąc na kilka dni. Wtedy wykonywał prace, które wymagały siły i użycia większego sprzętu oraz pomocy w dowiezieniu wody z rzeczki dla pomidorów. W międzyczasie musiałam liczyć tylko na siebie i na deszczówkę.

Lawenda, pszczoły i kozy tak naprawdę były zaplanowane. To, że nie wiedzieliśmy na samym początku zakupu ziemi, że za kilka lat będzie to nasz profil w prowadzeniu produkcji, to nic. Po pierwszym sezonie, gdzie robiłam próby uprawne, usiadłam z długopisem, ołówkiem i zeszytem – zaczęłam planować. W rolnictwie ważne jest planowanie i istotną rolę odgrywa usystematyzowanie sobie tego, co chcemy robić. Dodatkową wartością jest to, że wiemy, kiedy jakie czynności należy wykonać. Od tego jest pełno niedrogich miesięczników za 3zł w kioskach ruchu, są książki poświęcone uprawie warzywników oraz wiedza przekazywana sobie w domu z pokolenia na pokolenie.

Wiedziałam, że musimy mieć na naszych 2 hektarach coś, co będzie żyło długo, nie będziemy musieli co roku korzystać z pomocy sąsiadów i ich maszyn oraz musi to być coś, co jest atrakcyjne dla przyszłych klientów. Lawenda miała w sobie to coś. Nie dość, że jest to krzewinka wieloletnia, choć wprawdzie delikatna i wrażliwa na nasze warunki atmosferyczne (przymrozki i srogie zimy bez śniegu), to jeszcze ładnie wygląda i ma wiele zastosowań.

Pszczoły pojawiły się trochę z potrzeby, ponieważ lubimy miód. A lawendowy miód? Nikt tego nie ma, chyba że przywożony z Francji. No to co? To pewnym sposobem przytaszczyliśmy 3 ule (w tym barć) i tak zaczęła się nasza pszczelarska przygoda.

Kozy musiały się pojawić w gospodarstwie, ponieważ inaczej nie za bardzo można wytwarzać ser, w szczególności jeśli się jest rolnikiem. Musi być zwierzę. Wydawało nam się, że z kozami jest mniej pracy, jak z krową i dość prosto będzie udawało mi się samej zająć, kiedy nie będzie męża ze mną.

Wszystko to wymyślaliśmy sobie, zapisując, rozpisując i dokładnie planując, licząc koszty oraz starając się przewidzieć pewne sprawy. Nie wszystko jednak da się przewidzieć, a też trzeba zostawić sobie margines na spontaniczność. W ten sposób przybyło do nas nie dwie, a osiemnaście kóz.

Zapraszam Was serdecznie do odsłuchania drugiego odcinka audycji i do subskrybowania kanału, zapisania się na newsletter oraz śledzenia nas na portalach społecznościowych.

Tagged , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *